Trylogia Igrzyska Śmierci ~ część 2 ~
Suzanne Collin
„Pamiętaj, kto jest twoim prawdziwym wrogiem”
Dzisiejszy post będzie dotyczył drugiej części trylogii „Igrzyska śmierci” – „W pierścieniu Ognia”. Suzanne Collins nie zawiodła swoich czytelników; druga część jest tak samo niesamowita jak pierwsza, a moim zdaniem - nawet lepsza. Co tu dużo pisać? Przejdźmy do opisu fabuły:
„ Czy z iskry wybuchnie pożar? Czy się rozprzestrzeni? Jaka będzie zemsta Kapitolu?”
Po raz pierwszy raz w historii Igrzyska wygrywają dwaj trybuci. Jednak to niedozwolone zwycięstwo niesie za sobą poważne konsekwencje… W końcu nadchodzi czas na kolejne, już siedemdziesiąte piąte, Głodowe Igrzyska. Z okazji trzeciego ćwierćwiecza trwania Igrzysk, zostają zmienione reguły losowania trybutów. Co takiego wymyślił Kapitol? Czy Katniss znów uda się przechytrzyć Kapitol, a zarazem śmierć? Czy zdoła ocalić swoich najbliższych?
Mam nadzieję, że nie dałam zbyt dużo spojlerów dotyczących „Igrzysk śmierci” oraz „W pierścieniu ognia”. Starałam się całkowicie je usunąć, ale gdy skończyłam, opis był taki „kulawy” i ani trochę zachęcający. Jednak myślę, że nie poszło mi najgorzej.
Gdy pisałam o „Igrzyskach śmierci”, nie oceniłam ich, więc teraz dam taką spóźnioną ocenę (według mnie): 8/10 punktów/gwiazdek. Tak jak napisałam wyżej, druga część spodobała mi się bardziej niż pierwsza. O nie wiele, ale zawsze coś. A dlaczego? Żeby nic nie zdradzić, napiszę krótko: fabuła. Styl pisania tak samo kapitalny jak w pierwszym tomie, ale uważam, że fabuła drugiej książki jest bardziej zaskakująca i pomysłowa. Mam na myśli tutaj głównie styl urządzenia areny i przygotowania pułapek, niebezpieczeństw. Obie książki są genialne, ale jednak bardziej ciągnie mnie do drugiej części, a że podoba mi się ona minimalnie bardziej od pierwszej, odpowiednią oceną będzie 8, 5/10 gwiazdek.
Przeczytanie tej książki również zajęło mi tylko jeden dzień, bardzo szybko się ją czyta. Aa, znalazłam jeden niewybaczalny minus tej książki jak i całej trylogii – książki są stanowczo za krótkie. Dopiero, co zaczniesz tą fenomenalną historię przeżywać, a tu nagle zaskoczenie, a potem koniec.
Ta książka jest: niesamowita, genialna, piękna, czasem smutna, zabawna, zapierająca wdech w piersiach i ciekawa. Jeśli czytaliście pierwszą część, to chyba nie muszę za bardzo zachęcać do przeczytania drugiej, bo to jest przecież prawie tak naturalne jak to, że człowiek się narodził, a potem musi umrzeć. Mimo to, polecam tą książkę tak samo jak i pierwszy tom.
„- Biedactwo – wzdycham z udawanym współczuciem. – Chyba pierwszy raz w życiu nie wyglądasz ładnie, co? - Na pewno – burczy. – To zupełnie nowe doznanie. Jak sobie z nim radziłaś przez tyle lat? - Wystarczy trzymać się z dala od luster. Zapomnisz – odpowiadam. - Nie zapomnę, jeśli będę patrzył na ciebie – odcina się.”
„- Nie mogłam pana dobudzić. Jeśli pan chciał, żeby się z panem cackać, trzeba było poprosić Peetę. - O co trzeba było mnie poprosić? (…) - O obudzenie mnie bez fundowania mi zapalenia płuc – burczy.”
